realistka34
realistka34.blog.interia.pl
<< Luty 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
272829
Księga gości
 
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
6260
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
731
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
12
Notki
2012-02-22
Drgnęło u mnie,ale k*** jak zwykle nie w tę stronę co powinno!
Apogeum swojej irytacji i wkurwa poznaję po tym,że nie mam cierpliwości do zwierzaków,nawet one mnie drażnią.Zły sygnał.nerwa mnie rozwala.Niewiele przyniosło ulgi słuchanie cięzkiej muzy tak głośno,że z ulicy się oglądali.
Muszę jeszcze na czymś się rozładować.na bliskich ani zwierzakach nie chcę,więc mówię,żeby do mnie nikt nie podchodził.Muszę coś zrobić chociaż nie mam na to ochoty.Najchętniej zwinęłabym się w kłębek i ryczała z tej bezsilnej złości.Jednak wiem czym mi to grozi i lepiej nie dopuszczać do takich sytuacji.
Kolejny bardzo nerwowy dzień związany z tematem pieniędzy,a raczej ich braku i cała lawiną spraw z tym związanych.
I do tego nasz wyjazd znowu stoi pod znakiem zapytania.
Życzę nam wszystkim,żebyśmy przepracowywali się jak niemcy i mieli takie emerytury.jaki oni mają luz i spokój.Biuro czynne max.4 godz.dziennie.O różnych porach,stałych nie ma.Każdy z pracowników mówi coś innego.W poprzednim miesiącu i tygodniu kazali robić rezerwację dopiero teraz,kilka dni przed terminem.A teraz mówią,że nie ma miejsc i najszybciej w kwietniu.A ja do kwietnia to chyba zakwitnę.Mąż z pracy nie może się wyrywać i czatować pod biurem kiedy na kogoś trafi.Od miesiąca ustala z nimi coś i dupa.
Nie wiem czy pójść na żywioł i jednak pojechać.Tylko te jazdy bez sukcesów trochę są kosztowne.Czy spasować i czekać na coś pewnego.
Gdybym nie była taką kaleką językową,to nawet bym się nie zastanawiała,ale za cholerę się z nimi nie dogadam.
I jeszcze mąż nie przyjedzie tym razem na weekend,musi zostać.I wszystkie moje plany biorą w łeb,czego serdecznie nie znoszę.
I po co ja byłam sypać ten rudy łeb popiołem?

2012-02-21
Cały czas powtarzam,że odwalanie śniegu to robota głupiego.Namachałam się jak porąbana przez 2 dni,trzeciego już mniej,a za moment się stopiło.I Bogu dzięki! Na drogach też już normalnie.Te resztki brudnych zasp mogą już sobie leżeć.Mogłoby tak pozostać do wiosny.Nie miałabym nic przeciwko.Jak słońce usiłuje wyjżeć,to od razu robi się przyjemniej.
Ten tydzień rozplanowałam sobie szczegółowo (jak to ja) i mam wielką satysfakcję,bo jak na razie udaje mi się realizować plan zadań.Na jutro trochę zbyt dużo sobie narzuciłam,ale z racji wyjazdu w czawrtek,będę zmuszona się wyrobić.
Znowu będziemy z koleżanką jechać na podbój Berlina.Do trzech razy sztuka...
Niech coś drgnie,bo na łeb dostanę.Praca wyznacza mi jakiś rytm i sens i bardzo bym chciała,żeby się to rozwinęło i toczyło.
Zaczęłam też ostatnio odświeżać kontakty ze znajomymi.Z takimi,z którymi się zaniedbały,gdzieś umknęły,straciły i fajnie jest chociaż się usłyszeć,szczególnie po długiej przerwie.
Nasz partner w żadnen sposób nie ustosunkował się do pisma od prawniczki.Ruchy mamy bardziej niż ograniczone.W zasadzie psychicznie nastawiam się na to,że te pieniądze są nie do odzyskania.Komuś zrobiliśmy prezent.Ale mój wredny charakter nie pozwala mi tego tak zostawić.
Teraz coś jeszcze.Wiem,że potrzebujących jest mnóstwo.Jest nasz niezłomny Rafał i cała masa fundacji i osób.
Martynka to córka znajomego,który podobnie jak my,popłynął na tej samej pracy co my.Dopóki mógł,finansował leczenie sam.Niestety sytuacja zmieniła się diametralnie i musi wspomagać się fundacją.
Z góry dziękuję tym,którzy ich wesprą.


2012-02-16
Walka z białym badziewiem była ciężka,znojna,upierdliwa i jak widzę,mało skuteczna.Syzyfowa praca.Jak ja nie lubię śniegu.I to cholerne odśnieżanie.Mamy spore podwórko,więc jest co robić,a do tego trzeba dosyć logistycznie i mądrze,żeby dawało się wszędzie wejść,wjeżdżać samochodami itp.Więc trzeba przerzucać te tony bądź przenosić na obrzeża.Do tego dochodzą jeszcze chodniki.Urobiłam się jak osioł.O!
I wcale nie miałam na to ochoty.
Dwa przedpołudnia zmarnowane.Dobrze,że dzisiaj już nie wiało tak okrutnie.Niech już przychodzi ta wiosna!
Jedynie piechy szczęśliwe z powodu śniegu.Niedźwiad szaleje w największych zaspach.I jakoś dziwnie,że w mrozy jadły mniej niż teraz.
Pan mąż wraca dzisiaj do domu i mam nadzieję,że droga będzie przejezdna.
Sprawdzę co tam u was...

2012-02-14
Myślałam,że Jagna jednak zostanie.Zdecydowała inaczej,ale mam nadzieję,że kiedyś zatęskni.Kolejna osoba,którj blog zniknął.Jakoś nie umiem wykasować ich wszystkich z linkowni.
Inni znowu milczą i to bardzo długo.
Coś niedobrego się dzieje na blogowisku.
Walentynki już prawie przeszły.I jakoś tak się dzieje,że gdy jest w związku OK,to mało mnie one ruszają,nawet ich nie zauważyłam.Ale gdy działo się źle,to wszędzie waliły mnie po oczach i uszach.Mam nadzieję,że wszystkim udało się je przetrwać dobrze.
Cieszę się,bo z jedną koleżanką się słyszałam,po bardzo długiej przerwie,a inna mnie odwiedziła.Sprawia mi przyjemność,gdy uda mi się odnowić stare kontakty.Wobec tego muszę się zabrać za zaniedbanych znajomych.
Ostatnio na te moje frustracje bardzo pomógł mi wysiłek fizyczny.Nie musiałam,ale wzięłam się za rąbanie drzewa.Tej zimy po raz pierwszy miałam siekierę w rękach.I specjalnie się urobiłam.Jak poczułam plecy i ręce,to poczułam się lepiej.Nawet myślaki mi odpuściły.
Może to jest jakieś wyjście?  Tak patrząc obiektywnie,to zwykli,prości ludzie,pracujący ciężko fizycznie nie przeżywają aż tak męk duchowych,problemów egzystencjalnych.Przyjmują życie jakoś inaczej.
W razie zbyt częstych melancholii,będę charytatywnie zatrudniać się do drzewa,sadzenia lasów,wykopków.

2012-02-10
Nocne kotłowanie się ze sobą.
Myślowe powroty do przeszłości nie były najlepszym pomysłem.Miały pomóc stwierdzić,że bywało gorzej,a przypomniały cały koszmar i to co wtedy czułam.Widocznie jeszcze zbyt mało czasu minęło,widocznie nie uporałam się z tym jeszcze,na razie rany tylko się pozabliźniały,ale nie zagoiły.
Wstrząsnęłam trochę sama sobą.Wtedy oprócz tych problemów,które mam obecnie,a które były nawet w trochę większym wymiarze,posypało się życie osobiste.I jak sobie przypominam,to właśnie był przysłowiowy gwóźdź do trumny.
Nie wierzyłam,że można jeszcze je reanimować.Nie wierzyłam,że jestem w stanie jeszcze go kochać,żyć z nim,nie wspominając o zaufaniu.
A jednak można.Jesteśmy inni.Mąż trzeźwy,trzeźwo myśli i bardzo się stara.Mam nadzieję,że dostanę od niego tyle dobrego ile kiedyś złego.To do końca życia miałabym dobrze.Potrafię publicznie przyznać się do tego,że to prawdziwa miłość (a mam kłopot w wyrażaniu takich uczuć).Nie przyzwyczajenie,nie wygodnictwo.Bo tylko ona potrafi tak dużo wybaczyć,daje nadzieję i siłę.Zmieniło się to,że zwyczajnie chcemy spędzać ze sobą czas,rozmawiać o wszystkim i niczym,i tak na codzień pomimo problemów,kłótni jest nam ze sobą dobrze.I najważniejsze,pojawił się szacunek,którego wcześniej brakowało.
Mój trzeźwy mąż to naprawdę fajny facet.Taki,z którym chcę  być.
Skoro pozostawiliśmy za sobą ptrzeszłość i zaczęliśmy nowy etap,to chyba do tej złej przeszłości nie mogę wracać.
Jakoś uporać się z nią muszę,bo będzie atakować jak wąglik.Czas jest mi potrzebny,bo faktycznie leczy i pewnie trzeba to jeszcze przegadać,ale tak szczerze przed samą sobą,nie udając.
I teraz pisząc to przypominam sobie wasze notki.Faktem jest,że piszemy o wielu problemach,dylematach.A tak naprawdę największymi tragediami są utrata miłości i zdrowia.
Te dwie straty potrafią przewrócić nam świat jak nic innego.

Czyli co,muszę przestać marudzić,cieszyć się tym co mam i nie prowokować losu,nie być pazerną,że chcę wszystko? Muszę to jeszcze tylko zapamiętać.




2012-02-09
Jak mnie dołek psychiczny chwycił,to nic nie odpuszcza.
No,może odpuszcza na krótkie chwile,ale ogólnie znowu mnie dopadł lęk przed przyszłością i czarnowidztwo jeżeli o tę przyszłość chodzi.
Odwoływanie się do ubiegłego roku i najgorszych wspomnień też pomaga tylko na moment.Jakoś nie umiem pocieszać się tym,że może być gorzej.Ja chcę,żeby było lepiej i patrzeć do przodu,widzieć,że coś dzieje się na plus,że się rozwijam,że będąc na dnie bagienka widzę powierzchnię.
A teraz to takimi malutkimi kroczkami dreptamy,że w zasadzie z analogicznym czasem ubiegłego roku,różnica jakaś jest,ale nie tak duża jak powinna być po roku.
Marudna jestem,nie z winy księżyca,tylko własnego organizmu.Moja choroba ma mały nawrót,a oprócz dolegliwości zdrowotnych działa na mnie źle psychicznie.
Więc oby to jakoś przetrwać.Oby do wiosny.Wczoraj u mnie już nią pachniało.Było pięknie.Słońce,niewielki mróz i takie świeże,pachnące powietrze.Dzisiaj popruszył śnieg i już jest szaro buro.A na drogach i chodnikach ślizgawka.Kolega jadąc ranem krajową drogą,z prędkością 40km/h,na dużym zakręcie,wylądował busem w rowie.Oczywiście dostał punkty i mandat (musiał zawołać policję z powodu AC).Droga była czarna,ale pokryta lodem.
Jak ktoś na chodniku przed moim domem poślizgnie się i połamie,to odpowiadam ja.Jak ktoś na drodze,obojętnie czy GDDKiA czy powiatu czy gminy wpadnie w poślizg i roztrzaska auto,to sam jest sobie winien.
Muszę zaczekać aż kofeina zacznie działać i ruszyć zad do zaplanowanych zajęć.Więc w tym czasie zerknę do was.


2012-02-05
Humor mam pod zdechłym Azorkiem.
Wpływ księżyca?
Jakaś taka łzawo-niemrawa jestem.Znowu mnie przeraża rzeczywistość i realia codzienności.Mam nadzieję,że nowy tydzień nie będzie taki zły jak myślę.
Nie idzie mi/nam tak jak sobie zakładaliśmy.Wciąż przeszkody.Myślałam,że pójdzie jakoś łatwiej wychodzenie na prostą.Dołuje mnie to,że czas ucieka i tak powoli,z trudem to wszystko idzie,pomimo starań.
Na szczęście piechu miał tylko chwilowy kryzys.Chyba lubi mnie tak co jakiś czas nastraszyć.
Niestety kolejna blogowa znajoma kończy swoje wirualne życie.Smutno mi,gdy kończą się te blogowe znajomości.
Niedługo moja linkownia będzie bardzo zdeaktualizowana i nie będę miała do kogo zaglądać.


2012-02-02
Zimno jak szlag,nie moje klimaty.Dobrze,że chociaż nie ma tego cholernego śniegu,nie trzeba odśnieżać i drogi są przejezdne.
Mój przybłeda ma kryzys.Coś ostatnio niedomaga.Bywają lepsze dni,ale w większości ma gorsze.Staram się jak mogę.Mam nadzieję,że tylko znowu mnie postraszy i wróci do formy.Jak już robił.Dzisiaj fatalnie.Wilczur,a trzęsie się z zimna,więc leży na kołderce w garażu.Muszę mu dawać leki przeciwbólowe na nogi,ale chyba wątroba też szwankuje,bo dzisiaj cały dzień wymiotuje żółcią.Nic nie je,nie pije.Nawet swoich smakołyków jak jogurt.Tylko chce się przytulać,głaskać.Nie chce towarzystwa swojej koleżanki,od razu warczy,a gówniarę też muszę gdzieś ulokować.No młoda jest,ciągle chce się bawić,ale ma taką masę,że nawet w zabawie robi krzywdę.Siedzi jeszcze na zewnątrz,bo sadła ma sporo,ale nie lubi być sama,taka rasa-nowofundland.
Nasze sprawy-lipnie.Nie spodziewałam się niczego innego.Prawniczka napisze do partnera straszaka.Ciekawe jak się ustosunkuje.Nie mam ochoty na batalie sądowe,bo nas na to nie stać.
Mogę tylko liczyć na to,że woli załatwiać sprawy polubownie-tak twierdził.Okaże się.Na mnie pewnie takie pismo nie zrobiłoby wrażenia.Nie po tej ilości,którą już przerobiłam.
Kiedyś wam napiszę jak byłam głupia,ufna i jak ambicje i chęć dużego zysku mnie oślepiła i doprowadziła do takich kłopotów.Nie mnie jedną.
W każdym razie jedynym,który na 100% zyskał na tym wszystkim,to skarb państwa.I ja jeszcze płacę podatki,a jak kiedyś ukończą tę drogę,to będę jeszcze płacić za przejazd.
Jak uda się w końcu jeździć autostradą A4 Brzesko-Wierzchosławice,to przypomnijcie sobie nas i innych wyrolowanych tam ludzi.



2012-01-30
I znowu dostaliśmy się pod wschodnie wpływy i mamy to co mamy.Zimę lubię tylko wizualnie,bo potrafi być piękna.A i to nie za długo.
Przy tych mrozach litość mnie bierze nad moim starym psem.Nie wiem ile ma lat,ale jest bardzo stary,bo już nie ma zębów,prawie ślepy i do tego ma bardzo schorowane łapy.Zimno działa bardzo źle,bo nogi bolą go okrutnie.Wstaje pokręcony,połamany,czasami ma już problem,żeby się w ogóle podnieść.Więc pomimo tego,że kojec mają naprawdę porządny,wpuszczam je na noc do garażu.Podwórka nie pilnuje nikt.Ale przynajmniej starość ma dobrą i jest tak niesamowicie wdzięczny.
Pół dnia na zwierzaki,bo bieganie z miskami,które co chwilę zamarzają,koty też kręcą się nieustannie.Na dwór,za 5 minut do domu i tak w koło Macieju.
Chyba mam jakieś prorocze sny.Niestety nie dotyczą mnie.w ubiegłym tyg.śniła mi się moja znajoma (dawna klientka),że jej mama zmarła.Głupio było dzownić,ale spotkałam ją dzisiaj.Od razu zapytałam się o mamę,bo wiedziałam,że choruje.Zmarła wczoraj.
Od czasu do czasu zdarzają mi się takie sny i sytuacje.
Jutro jadę do prawniczki,ale bez wielkich nadziei i oczekiwań.Tak Grayes wiem jak działa u nas system prawny.U nas pozew złożony w sierpniu,u sędziego jest od września i nadal zero odzewu,terminu,niczego.
Nie ma się co dziwić,że mają miejsca nadal sytuacje niczym z filmu "Dług".
Szkoda słów.
Tylko,że żyć jakoś musimy i nam nikt nie chce odpuścić ani podarować.
Ale nie ma co się nakręcać do przodu.


2012-01-26
O kant tyłka potłuc ten tydzień.Jakiś taki wyczerpujący emocjonalnie,bo znowu mam wahania nastroju.Jeden dzień wszystko OK,nastrój normalny lub nawet wesoły,a na drugi kiepściutko-łapię dołki.
Jakaś epidemia u nas.Ja walczę trzeci tydzień z przeziębieniem,a teraz jeszcze męża dopadło.Niestety nie może się położyć-terminy.I pewnie gdy wróci na weekend to też mu się to nie uda,zbyt wiele rzeczy non stop do zrobienia.
Nie mam chęci zabierać się za poruszony wcześniej temat.Muszę zadzwonić do prawniczki,skonsultować,podjąć jakieś działania,a tak mi się nie chce.Zwyczajnie nie chce mi się już walczyć o swoje,zaprzątać głowy tymi tematami.Niestety realia finansowe są takie,że muszę usiłować coś zrobić.Ta kasa załatwiłaby nasze problemy.Bylibyśmy przynajmniej na zero i wtedy łatwiej się żyje,gdy są tylko bierzące płatności do regulowania,a nie takie gigantyczne tyły.Jak byłoby super,gdyby było nas stać na odpuszczenie tego tematu.Podarowałabym wszystko tylko po to,żeby nie tracić więcej energii i sił na to.Ale to może pozostać tylko w sferze marzeń,bo musiałabym wygrać w lotka,żeby móc sobie na taki gest pozwolić.
Wiem jak znikome mamy szanse na odzyskanie kasy.Niestety nasze obecne przepisy nie są korzystne dla ludzi,którzy zwyczajnie zostali oszukani.Trzeba mieć pieniądze i to niemałe,żeby móc dochodzić swoich roszczeń.Ale nikt ustaw i przepisów dla małych nie zmieni,bo chociaż to oni płacą podatki,to nie mają układów i nie wspomagają polityków.
Jeszcze te moje próby działania z koleżanką są tak mało udane.A kolejne wyjazdy przeciągają się w czasie i zanim uda nam się cokolwiek rozkręcić,będzie wiosna.I na razie w żaden sposób nie pomagam wyjść z kłopotów finansowych,wręcz przeciwnie jestem jak balast,bo wciąż jeszcze trzeba regulować zaległości z mojej działalności.
Zajrzę do was,może po tym dostanę powera i chęci do działania.



Zobacz serwisy INTERIA.PL